czwartek, 22 marca 2012

Rozdział 6

-Pobiłaś człowieka?!- Krzyknął.
-No... tak... A co w tym złego?? Poza tym to było dawno. Teraz się zmieniłam. Nie wagaruje, nie pije, ani nie pale- Odpowiedziała.
-Nie znałem Cię od tej strony...- Powiedział Justin.
-No bo wiesz co by się stało, gdyby świat dowiedział się o córce, która ma kuratora, a jest dzieckiem pisarza i projektantki?! Nie byłabym już na tym świecie...- Poinformowała.
-Jutro wyjeżdżam- Oznajmił.
-Wiem- Uśmiechnęła się lekko. Tak aby chłopak nie widział smutku na jej twarzy. Spakował się. Amy siedziała na fotelu i patrzyła się na Justina.
Przez cały dzień śmieli się jak za dawnych czasów. Przypominali sobie jak oboje mieszkali w Kanadzie. Następnego dnia JB wyjechał. Nie płakała. Wiedziała, że teraz będą utrzymywać ze sobą kontakt. Jutro zaczyna szkołę. Dzisiaj był apel... Na, który nie poszła. Spakowała się na jutrzejszy dzień. Zabrała laptopa z biurka i usiadła na na swoim łóżku. Weszła na Twitter'a gdzie napisała;
"Cudownie spędzony dzień z @justinbieber Dziękuje Ci za to! Już za tobą tęsknię! <3"
Dostała odpowiedź... Nie od Justina ale jego fanki;
"Tak, tak dalej wmawiaj sobie, że znasz Justina... Jesteś chora psychicznie! Poza tym @justinbieber nigdy nie byłby z takim pasztetem!"
Było jej smutno. Zżyła się  z niektórymi z tych dziewczyn. Nie była w cale gruba. Figury zazdrościły jej modelki. Kiedyś występowała na pokazach swojej mamy ale gdy zaczęła być "niegrzeczna" jej matka musiała zrezygnować z tak pięknej modelki.
Zrobiła wieczorne czynności i poszła spać.
Rano wstała o 6;30. Wykonała swoje poranne zwyczaje. Dzisiaj postanowiła ubrać się w fioletowe spodenki i białą bluzę. Do tego czarną za dużą bluzę i czarnoniebieskie buty za kostkę. Po zamknięciu bramki puściła muzykę, która rozległa się w jej słuchawkach. Do szkoły doszła w pięć minut. Zamiast szatni miała szafki, które są rzadko spotykane w polskich gimnazjach. Dostała esemesa od Justina
"Też za tobą tęsknię! Może w weekend wypad do Paryża? ;D"
Nie zdążyła odpisać, ponieważ zadzwonił dzwonek na lekcje. Pierwszą miała matematykę. Ona nienawidzi matematyki. Zresztą jak 4/5 tej szkoły. Gimnazjum nie przypomina Kanadyjskie szkoły. Później miała polski, angielski niemiecki, wf i geografię. Wyszła ze szkoły. Jej klasa jest... Dziwna. 
-Nieokiełznane małpy- Pomyślała wychodząc ze szkoły.
-Ej ty nowa- Zawołał jakiś chłopak.
-Czego?- Powiedziała.
-Chcesz zapalić?- Zapytał się blondyn.
-Nie dzięki. Już nie palę- Odpowiedziała.
-Czemu już?- Zapytał.
-Bo nie. Wieśniakowi, który chce być fajny i udaje, że pali, a nawet papierosa zapalonego nie ma tłumaczyć się nie będę- Oznajmiła.
-Jak ty do mnie ku*wa mówisz?- Zapytał groźnie i przyparł ją do ściany.

piątek, 16 marca 2012

Rozdział 5

-Wyjaśnijmy coś sobie- Poprosił Justin.
-Ale co ty chcesz wyjaśniać??- Zapytała Amy.
-Nie zostawiłem Cię... Znaczy wyjechałem aby zrobić karierę ale nie miałem na celu urwania z tobą kontaktu. One Less Lonely Girl i Favorite Girl są o tobie. Chcę... Nie. Ja pragnę, żeby było o jedną samotną dziewczynę mniej. Nagrywając piosenki, koncertując czy zasypiając myślę o tobie- Powiedział prosto z serca Justin. Popłakała się.
-Justin... Nie wiem co powiedzieć. Jednak nie myśl, że tak od razu rzucę Ci się w ramiona. Zraniłeś mnie. To wszystko mnie przerasta. Byliśmy przyjaciółmi, umiałeś mnie jako jedyny pocieszyć i zrozumieć, a później tak nagle to wszystko prysło. Nie ma już nas jako przyjaciół. Jestem ja- Amy zwykła nastolatka z Polski. I jesteś ty Justin- bożyszcz nastolatek, który mnie już nie interesuje- Oznajmiła dziewczyna.
-A więc tak to postrzegasz...-Uśmiechną się sztucznie.
-Wtedy kiedy najbardziej Cię potrzebowałam, nie było Ciebie. Może i jestem samolubna ale ty też jadąc na spotkanie z Scooterem nie myślałeś o mnie...- Poinformowała go. Łzy nadal spływały jej z oczu. Nie wie czy dobrze postępuje. Powiedziała to pod wpływem emocji, chociaż tyle razy wyobrażała sobie rozmowę z Justin'em tysiące razy. Myślała, że spotkają się  w ich ulubionym miejscu, a nie w szpitalu. Miała zamiar powiedzieć mu jak bardzo tęskni.
-Amy jestem tu dla Ciebie. Chcę odbudować to co zostało zburzone..-Oznajmił. Przytulił ją. Amy pozwoliła mu na to. Popatrzyła się w jego czekoladowe oczy. Tak pięknie się błyszczały.
-Proszę Cię... Daj mi szansę. Obiecuję, że więcej już to się nie powtórzy- Wyszeptał.
                                                               (...)
Dzisiaj Amy wychodzi ze szpitala. Przez dwa tygodnie Justin przychodził do niej. Dzisiaj Justin ma dać kolejny koncert.
-Pojedź ze mną- Zaproponował. Ubrała się w fioletową bluzkę z napisem "I ♥ JUSTIN BIEBER!" i krótkie jeansowe spodenki.
-Justin, Justin, Justin- Krzyczały polskie fanki. Zaczęło się show.
-Zanim zaśpiewam OLLG chciałbym Wam coś powiedzieć. Ciiii... Dziękuję... Ten koncert jest wyjątkowy. Jest z nami pewna osoba, której dedykuję tą piosenkę. Amy to dla Ciebie- Oznajmił gwiazdor. Wyszło mu niesamowicie. Jeszcze nigdy nie zaśpiewał tego tak dobrze. Włożył mnóstwo serca w tą piosenkę.
-KOCHAM POLSKĘ!- Krzykną, łamanym polskim, Justin.
-Mój głupek- Powiedziała dziewczyna przytulając swojego przyjaciela. Caitlin wróciła do domu. "Spełniła swoją misję" jak to kiedyś powiedział Justin. Miała mu pomóc w odzyskaniu najbliższej mu osoby. Kenny zabrał dwójkę szczęśliwych osób do hotelu.
-Amy...- Zaczął chłopak.
-Justin czekaj... Ja wiem... Wyjeżdżasz. Przecież wiadomo było, że kiedyś to się stanie. Ty zaczynasz pracę nad płytą, a ja szkołę. Nie mogę jej zawalić... Znaczy nie mogę wagarować bo kurator powiedział, że jak zacznę to czeka mnie poprawczak... Nie patrz tak na mnie. Nie wiesz o mnie wszystkiego...- Oznajmiła.
-Coś ty zrobiła??- Zapytał się zdziwiony Justin.
-Nic takiego. Małe pobicie lub palenie od razu kurator -,- Dziewczyna leży w szpitalu, w ciężkim stanie ale sama się zaczynała- Wyjaśniła.

czwartek, 15 marca 2012

Rozdział 4

-Dzień dobry. Nazywam się Amy- Przedstawiła się. Uśmiechnęła się sztucznie... Była w złym humorze. Tak bardzo tęskniła za Justinem, a bała się do tego przyznać... Nie chciała jednak smucić się przy chorym.
                                                                  ( ... )
Dwa tygodnie minęły jej szybko. Z rodzicami prawię w ogóle się nie widziała. Pomagała Adamowi. Nagle uświadomiła sobie, że to dzisiaj przyjeżdża Justin. Możliwe, że się spotkają...
Ubrała czarne spodenki, białą bluzkę i fioletową bluzę. Do tego czarne trampki. Poszła po kwiaty. Kupiła bukiet pięknych tulipanów i zaniosła je Adamowi. W dzisiejszym dniu wychodzi jego tata.
-Amy dziękuje za wszystko ale... Ja wyjeżdżam- Oznajmił chłopak. Nie wiedziała co ma zrobić. Po prostu wyszła z domu. Oszukał ją. Nic nie mówił o wyjeździe a ona skakała w okół nich.
-Uważaj jak idziesz!- Krzykną jakiś koleś po angielsku.
-Tak przepraszam, nie zauważyłam- Odpowiedziała.
-Amy?
-Ju...Ju....Justin? Co ty tu robisz?
-Mówiłem, że dzisiaj przyjeżdżam
-No tak... Zapomniałam
-Możemy.... Porozmawiać? Tak na spokojnie?- Poprosił Kanadyjczyk.
-Amy! Amy czekaj! Przepraszam, że Ci nie powiedziałem! Bałem się, że Cię stracę...-  Krzykną Adam. Spuściła wzrok, jakby się czegoś bała.
-Caitlin?!- Powiedziała nagle. Zobaczyła jedną ze swoich dawnych koleżanek.
-Hej Amy. Przyjechałam z Justinem...- Oznajmiła. Za dużo tego wszystkiego na nią spadło. Wróciła do domu. Płakała. Ktoś za nią krzyczał ale nie odwróciła się. Ma dość tego wszystkiego. W swoim pokoju wyciągnęła z pod poduszki żyletkę. Tak dawno tego nie robiła... Krew leciała z jej nadgarstka. Sama nie wiedziała co robi. Chciała od tego uciec. Wszystko tak nagle wróciło. Ten ból. Nie czuje się już bezpiecznie, tak jak na swoim strychu...
Zabrała gitarę i wyszła na balkon. Zagrała 'Pray' Justina..
-Nadal masz piękny głos- Oznajmił chłopak- Twoja mama mnie wpuściła- Dodał.
-Odejdź stąd Justin... Proszę- Powiedziała dziewczyna.
-Amy krew Ci leci! Coś ty zrobiła!?!?- Krzykną.
-Nic... Justin wyjdź stąd- Powiedziała osłabiona. Zakręciło jej się w głowie. Wystraszony Kanadyjczyk pobiegł po mamę przyjaciółki. Szybko zadzwonili po karetkę. Zawiązali dziewczynie nadgarstki.
-Co? Gdzie ja jestem??- Powiedziała widząc niebieskozielone ściany.
-Amy co ty chciałaś zrobić??- Zapytała, w miarę możliwości, spokojnie.
-Nie wiem...- Odpowiedziała

Bardzo Was przepraszam!
Za dużo się u mnie w życiu dzieje i nie mam czasu napisać
rozdziału ;(
Postaram się poprawić...
Co myślicie?
Jakoś dziwnie napisany ;(
Tak... Nie w moim stylu...

czwartek, 1 marca 2012

Rozdział 3

Wymienili się numerami i pożegnali się. Amy wróciła do domu, a Adam poszedł do szpitala odwiedzić swojego ojca. Tylko on mu został. Nie powiedział jednak tego dla Amy. Nie chciał gorzej się przed nią poniżyć. Chłopak się mylił. On jej imponował. Dziewczyna wiedziała o nim tylko tyle, że zarabia grając na gitarze. Postanowiła mu pomóc. Przypuszczając, że nie weźmie od niej pieniędzy postanowiła, że pomoże mu emocjonalnie jak i będzie śpiewać z nim.
-Gdzie ty byłaś trzy godziny?!-Krzyknęła Ashley.
-Mówiłam, że wychodzę- Odpowiedziała Amy. Zrobiła sobie kanapkę i z nią poszła do swojej sypialni.

Wstała o 9;30. Szybko zjadła śniadanie. Następnie zrobiła poranne czynności. Ubrała niebieskie szorty i białą bluzkę. Fioletowe trampki, tego samego koloru torebka i  czarna bluza. Kocha czarne bluzy! ;D
 O 11;30 była pod budką z lodami. Tam umówiła się z Adamem. Udawał zadowolonego. Nie chciał, żeby ona płakała tak jak wczoraj. Sam był zraniony chorobą swojego taty.
-Hej. Co robimy?- Przywitał się.
-Siemka, siemka a nie wiem... Może zagrasz?- Zaproponowała. Oboje jednak nie mieli na to ochoty.
-A może się przejdziemy?- Zapytał. Poszli na jakąś polanę. Dużo rozmawiając i głębiej się poznając (Jaki rym xD).
-Przepraszam muszę odebrać- Oznajmił-Tak?... Naprawdę?... Ale....Dobrze już jadę będę za 20 minut. Skończył rozmowę
-Co jest?- Zapytała ostrożnie.
-Mój ojciec jest w szpitalu i jego stan się pogorszył- Odpowiedział niechętnie.
-Czekaj! Adam! Pojadę z tobą. Nie możesz w tym stanie tam być- Oznajmiła i wytarła mu łzy.
Najpierw myślał, że Amy jest rozpieszczoną dziewczynką, później poznając ją wiedział, że taka nie jest. Dla niej nie liczyły się tylko pieniądze czy moda. Dla niej liczyli się inni....
Wsiedli do taksówki. W 15 minut dojechali do szpitala., Amy zapłaciła i wysiedli. Szybko pobiegli do sali ojca Adama.
-Gdzie jest mój tata?!?!- Krzykną zdenerwowany siedemnastolatek.
-Pana ojciec właśnie jest na badaniach- Oznajmił lekarz. Amy poszła do maszyny z napojami i kupiła picie dla siebie i kolegi. Jej telefon zadzwonił
-Tak?- Zapytała do urządzenia.
-...-Nikt się nie odezwał.
-Halo- Oznajmiła-Nie to nie...- Dodała
-Amy czekaj... Proszę...
-Kto mówi?
-Drew... Znaczy Justin
-I?
-Chciałbym porozmawiać. Za dwa tygodnie będę w Polsce. Proszę spotkajmy się...
-Justin mam ważniejsze sprawy niż gadanie z tobą!- Oznajmiła. Zanim się rozłączyła Justin usłyszał "Dziękuje, że jesteś", które wypowiedział Adam do Amy...

Nie dość, że krótkie to beznadziejne... 
Przepraszam, że nie dodawałam ;*
Rozdział napisany przy...
JUYSTIN'IE!
Dzisiaj 18 urodziny ważnej dla mnie osoby
(Wiecie czyje prawda?? ;D)
Moje koleżanki mówią, że on urodził się 03.03 -,-
Dobra liczę na komentarze <3 xD