czwartek, 15 marca 2012

Rozdział 4

-Dzień dobry. Nazywam się Amy- Przedstawiła się. Uśmiechnęła się sztucznie... Była w złym humorze. Tak bardzo tęskniła za Justinem, a bała się do tego przyznać... Nie chciała jednak smucić się przy chorym.
                                                                  ( ... )
Dwa tygodnie minęły jej szybko. Z rodzicami prawię w ogóle się nie widziała. Pomagała Adamowi. Nagle uświadomiła sobie, że to dzisiaj przyjeżdża Justin. Możliwe, że się spotkają...
Ubrała czarne spodenki, białą bluzkę i fioletową bluzę. Do tego czarne trampki. Poszła po kwiaty. Kupiła bukiet pięknych tulipanów i zaniosła je Adamowi. W dzisiejszym dniu wychodzi jego tata.
-Amy dziękuje za wszystko ale... Ja wyjeżdżam- Oznajmił chłopak. Nie wiedziała co ma zrobić. Po prostu wyszła z domu. Oszukał ją. Nic nie mówił o wyjeździe a ona skakała w okół nich.
-Uważaj jak idziesz!- Krzykną jakiś koleś po angielsku.
-Tak przepraszam, nie zauważyłam- Odpowiedziała.
-Amy?
-Ju...Ju....Justin? Co ty tu robisz?
-Mówiłem, że dzisiaj przyjeżdżam
-No tak... Zapomniałam
-Możemy.... Porozmawiać? Tak na spokojnie?- Poprosił Kanadyjczyk.
-Amy! Amy czekaj! Przepraszam, że Ci nie powiedziałem! Bałem się, że Cię stracę...-  Krzykną Adam. Spuściła wzrok, jakby się czegoś bała.
-Caitlin?!- Powiedziała nagle. Zobaczyła jedną ze swoich dawnych koleżanek.
-Hej Amy. Przyjechałam z Justinem...- Oznajmiła. Za dużo tego wszystkiego na nią spadło. Wróciła do domu. Płakała. Ktoś za nią krzyczał ale nie odwróciła się. Ma dość tego wszystkiego. W swoim pokoju wyciągnęła z pod poduszki żyletkę. Tak dawno tego nie robiła... Krew leciała z jej nadgarstka. Sama nie wiedziała co robi. Chciała od tego uciec. Wszystko tak nagle wróciło. Ten ból. Nie czuje się już bezpiecznie, tak jak na swoim strychu...
Zabrała gitarę i wyszła na balkon. Zagrała 'Pray' Justina..
-Nadal masz piękny głos- Oznajmił chłopak- Twoja mama mnie wpuściła- Dodał.
-Odejdź stąd Justin... Proszę- Powiedziała dziewczyna.
-Amy krew Ci leci! Coś ty zrobiła!?!?- Krzykną.
-Nic... Justin wyjdź stąd- Powiedziała osłabiona. Zakręciło jej się w głowie. Wystraszony Kanadyjczyk pobiegł po mamę przyjaciółki. Szybko zadzwonili po karetkę. Zawiązali dziewczynie nadgarstki.
-Co? Gdzie ja jestem??- Powiedziała widząc niebieskozielone ściany.
-Amy co ty chciałaś zrobić??- Zapytała, w miarę możliwości, spokojnie.
-Nie wiem...- Odpowiedziała

Bardzo Was przepraszam!
Za dużo się u mnie w życiu dzieje i nie mam czasu napisać
rozdziału ;(
Postaram się poprawić...
Co myślicie?
Jakoś dziwnie napisany ;(
Tak... Nie w moim stylu...

2 komentarze:

  1. hm ... ciekawy ;D taki inny od pozostałych ;p masz racje, inaczej napisany od innych :D mam nadzieję,że teraz dodasz szybciej nn :)

    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem co będzie dalej i zapraszam do mnie : http://opowiadanieopaulinie.blogspot.com/ @karola121610

    OdpowiedzUsuń